„Jak będę uważał za stosowne to pozamiatam” 🙂

 



Gdy w 1955 r. przybył do parafii w charakterze rezydenta ksiądz Bronisław D. ksiądz Aleksander zwołał słynne „zebranie pracowników”, czyli trzech sióstr i księdza Bronisława. Była to rzecz u nas niespotykana, więc bardzo intrygująca. Ksiądz Proboszcz bez żadnych wstępów oznajmił. że „siostry nie są po to w parafii aby kręcić się koło księży i wobec tego od jutra ty Bronek sprzątasz u siebie, ja sprzątam u siebie, a siostry jak chcą to niech sobie sprzątają u siebie”. Na tym zebranie się zakończyło.
Następnego dnia widzimy przez okno, co się dzieje. Ksiądz Bronek otwiera swój pokój (stara kuchnia z drzwiami wprost na dwór), zamiata, trzepie sukna. Także ksiądz Aleksander trzepie sukna przez okno swojego pokoju. Na trzeci dzień, znów to samo. Ale czwartego dnia już tylko Bronek sprząta i trzepie sukna, natomiast u Proboszcza na górze nic się nie dzieje. I tak już było codziennie.
Po kilku dniach zamiatałam na dole pod pokojem księdza i otworzyłam drzwi prowadzące do pokoju na górę. Na schodach było pełno piasku, a nawet już pajęczyny, więc mówię głośno z dołu: „może ja bym chociaż te schody zamiotła?” Flegmatyczna odpowiedź z góry: „Te schody już należą do mnie.” – „Ale tu jest tak brudno, że już patrzeć nie można!” A na to Ksiądz: „Jak będę uważał za stosowne, to pozamiatam.” Wesoło!
s. Anna Bielawska

Uśmiech księdza Alego we wspomnieniach



Są takie oczy, co są jak kwiaty
co pośród łąki rosną nieznane
i chociaż zdają się zapomniane
swoim istnieniem otworzą kraty!
Swoim istnieniem otworzą bramy,
uwolnią więźniów, smutnych pocieszą,
na pomoc głodnym braciom pospieszą,
przerwą granice, uniosą tamy.
Są tacy ludzie co swoim życiem
świadczą o Bogu nawet bez słowa
i wkoło wzrasta pszenica nowa
choć oni sami zostają skryci.
Przedziwnie w kwiatach dla mnie się cały
Ksiądz Aleksander zawsze ukrywa –
tak bliski ziemi i taki mały –
uśmiech mnie jego w Niebo porywa.
Choć znam ten uśmiech tylko z obrazków,
czuję w nim życie i słońca promień
i jakaś dziwna płynie zeń łaska
i w sercu święty zapala płomień.
Wiem, że spotykam w nim uśmiech Boga
i wdzięczna jestem zań, jak za życie…
i znów się Krzyża otwiera droga,
co wiedzie prosto w pokory skrycie!…
s. Vera-Ikon



Charakterystyczne było dla Księdza Aleksandra to, że gdy odprawiał Mszę św. i miał zacząć kazanie, przez chwilę spoglądał na wiernych w Kościele z serdecznym uśmiechem – dopiero potem zaczynał mówić. Każdy z obecnych był w zasięgu tego spojrzenia i uśmiechu. Tak było chyba zawsze.
Zofia Wyrzykowska



 

Samo patrzenie na Ks. Aleksandra przy Ołtarzu już było modlitwą. To się nie da słowami wyrazić. Gdy mówił tyle było pokory, miłości i uwielbienia w samym wyrazie twarzy, że się wprost czuło wyraźną obecność Boga. Zwykle zaczynał mówić – nie pewnie, nieśmiało – korzył się sam przed Majestatem Boga, a potem ogarniała go coraz większa fala miłości i tę miłość chciał przelać w serca wszystkich. Z jasnym jakże dobrym, uroczym, chłopięcym uśmiechem chciał wszystkim pokazać Boga i prosił, prosił o miłość – prosił o zawierzenie Jedynej Miłości o Zawierzenie Bogu.
s. Olga Kańska



Było to w kaplicy Laskowej i kiedy odwrócił się po Ewangelii od ołtarza, przed dłuższą chwilę czekałam, żeby zaczął mówić. Ze zdziwieniem spojrzałam dlaczego jeszcze nie zaczyna. Zobaczyłam jego uśmiech tak jakiś serdeczny, tak obejmujący wprost czule ludzi, że zrozumiałam, że zwłoka nie jest spowodowana tremą, że nie brak mu słów, tylko że on w ten sposób przygotowuje kazanie, przygotowuje atmosferę, w jakiej ma mówić. Okazuje ludziom każdemu z osobna, tak jak potrafi, swoją a zarazem Bożą miłość.
Julia Rylska



Był uosobieniem dobroci i uśmiech nie znikał z jego twarzy nawet w chwilach wielkiego osłabienia. Przyciągał do siebie wielkie rzeszy ludzi, odwiedzali go lekarze także z innych oddziałów naszego szpitala, nawet newierzący. Ten skromny człowiek, z miłością mówiący o ludziach zapalał w nszych sercach jakąś nową wiarę, popychał nas do lepszych czynów, ułatwiał nam kontaky z Bogiem, wcale nam o tym nie mówiąc, do niczego nas nie prowokując. Miał w sobie siłę oddziaływania poprzez prawdę, którą głosił i poprzez miłość, którą miał do człowieka.
dr Maria Dąbska

Święty z poczuciem humoru?

Wspomnienia


Ja z początku bałam się Księdza „jako świętego”, co to nie widzi ludzi, nie patrzy na człowieka – a potem się okazało, że jest to ktoś, kto jak najbardziej chodzi po ziemi i w dodatku ma ogromne poczucie humoru. Ponieważ i ja nie byłam pozbawiona tej cechy, więc w naszym codziennym życiu nie brak było i momentów zgoła wesołych.
Jedynym marzeniem Księdza był motorower miał już kłopoty z nogą i nie mógł chodzić po parafii, jak przez pierwsze lata. Kiedyś wieczorem zapytał mnie, co ja o tym myślę. A ponieważ widziałam akurat tego dnia, jak nasz sąsiad szarpał się z motorowerem w izabelińskim piachu, więc od razu zbiłam Księdza z tropu: „No i będzie się Ksiądz tak szarpał w tych naszych piachach, jak nasz sąsiad!”
I na tym się ta rozmowa skończyła.
s. Anna Bielawska

 

Ale na drugi dzień pomyślałam o Księdzu, że przecież ten człowiek nigdy nic dla siebie nie chciał, a ten rower ogromnie ułatwiłby mu pracę, więc przy śniadaniu mówię: „Ze mną nie warto żadnych poważnych rozmów zaczynać wieczorem, bo zawsze jestem śpiąca i zła i wtedy wszystko jest na nie! A motorower rzeczywiście kupimy.” A Ksiądz nieśmiało: „Ach! Nie! Ja już o tym przestałem myśleć, bo to 6 i pół tysiąca.” „E tam, zebrać pieniądze to dla mnie drobiazg.” – i na tym na razie stanęło. Będąc w Laskach zapytałam księdza Tadeusza, co on o tym sądzi. Powiedział, że gdyby Ksiądz jeździł spokojnie i nie szalał, to by można motorower kupić. „A w razie czego – to można popsuć!” – dodał filuternie.
Wiec motorower kupiliśmy a po pewnym czasie w przystępie dobrego humoru opowiedziałam Księdzu rozmowę z księdzem Tadeuszem.
Kiedy motorower już w domu był, Ksiądz nie uważał, że jest to jego wyłączna własność, więc jeździł na tym motorowerze, kto tylko chciał.
s. Anna Bielawska

 

Kiedyś Ksiądz wybierał się do Lasek na motorowerze, a po placu koło domu jeździła na rowerze znajoma dziewczyna. W pewnym momencie słyszę, jak Ksiądz Proboszcz mówi: „No, Miśka, robimy wyścigi?” Odwróciłam się momentalnie: „No, tylko nie wyścigi, bo jedno i drugie popsuję!” A na to Ksiądz przerażony: „O, sama siostra zawsze żartuje a na żartach się nie zna!”
s. Anna Bielawska

 

Pewnego razu w czasie kazania Ksiądz tłumaczył dzieciom, że winny mieć wdzięczność dla rodziców, a zwłaszcza dla matek – bo niejedna matka wiele nocy spędziła nieprzespanych, jak dziecko chorowało. – Czy to łatwo jest tak nie spać całą noc? Czy kto z was nie spał kiedy całą noc? A na to podnosi palce do góry mały 6-letni Janek. Ksiądz pyta: – Ty Janek nie spałeś, całą noc? – Tak! Na to Ksiądz z przejęciem: – No, to ty wiesz, jak to jest bardzo trudno i ciężko całą noc nie spać! A że koło mnie siedziała Janka siostra, więc pytam, co on robił, że nie spał całą noc: – A pod choinką siedział!
s. Anna Bielawska

 

Często zdarzały się sytuacje komiczne, bo Ksiądz nie bał się śmieszności, nie oglądał siebie oczami innych. W okresie Bożego Narodzenia urządzane były w domu opłatki dla młodych małżeństw i młodzieży, połączone z zabawą i tańcami. Ksiądz brał czynny udział w zabawie: stół się odsuwało pod ścianę, na stole stawiało się stary fotel, a Ksiądz siadał na stole w fotelu i stąd jako wodzirej dyrygował zabawą! Tańce odbywały się nawet w kuchni, bo ludzi przychodziło dużo i nie wszyscy mieścili się w Sali. Kiedyś jedna kobieta poprosiła mnie w kuchni do tańca. Tańczyłyśmy zawzięcie i nie zauważyłam, że Ksiądz stanął w progu. W pewnym momencie słyszę: – Lepsza baletnica niż zakonnica!
s. Anna Bielawska

 

Pamiętam też inny zabawny incydent z wcześniejszego okresu mojej pracy. Nie było jeszcze wtedy stałego ołtarza na środku kościoła, a Ksiądz miał pozwolenie od Księdza Prymasa odprawiania czasami Mszy świętej twarzą do ludzi. Zwykle rano z dołu pytałam Księdza: – Czy stawiać ołtarz na środku? Odpowiedź najczęściej brzmiała: – No, ja bym wolał. Wobec tego przesuwałam ten ołtarz. Był on zrobiony z desek barakowych, bardziej podobny do skrzyni niż do ołtarza – i CIĘŻKI. Czasem był ktoś do pomocy, ale częściej musiałam przesuwać go sama. Pewnego dnia, gdy byłam wyjątkowo zaaferowana przeróżnymi sprawami, Ksiądz podchodzi do mnie i mówi: – Wie siostra, zdecydowałem się zrobić nowy ołtarz do przenoszenia. Jakie Siostra miałaby życzenia odnośnie tego ołtarza? Stanęłam nie bardzo rozumiejąc, o co Księdzu chodzi. Wtedy Ksiądz ze swoim specyficznym uśmieszkiem: – No, ja wiem: siostra to by chciała, żeby on był przede wszystkim lekki. Na tym się skończyła nasza narada na temat formy ołtarza i Ksiądz musiał szukać pomocy u kogoś o większych możliwościach artystycznych, poszedł więc do siostry Almy.
s. Anna Bielawska

 

Raz jeden się zdarzyło, że Ksiądz się upomniał o jedzenie. Wrócił po południu z Warszawy, podszedł do okna kuchni i powiedział żartobliwie: „Jak by ksiądz Dembowski był taki głodny, jak ja to już by go było słychać w całym Izabelinie!” /Bo ksiądz Dembowski gdy wracał z Warszawy, to już od furtki krzyczał głośno: – Jeść!/
s. Anna Bielawska

 

Ksiądz lubił majsterkowanie – czasem były ku temu okazje. Np. krzyżyk nad dzwonnicą Ksiądz Proboszcz zrobił własnoręcznie z dwóch patyków – chciał go tylko przymierzyć, ale krzyżyk pasował, więc tam go już zostawił. Mawiał potem, że „prowizorka bardzo często trzyma się najdłużej.”
s. Anna Bielawska

 

Pewnego razu Ksiądz chciał koniecznie w przeddzień Wigilii wmontować żaróweczkę do latarki w szopce na Boże Narodzenie. Byłam w kościele, dochodziła już godzina 11-sta wieczorem, czekałam, aż Ksiądz skończy tę robotę, żeby pochować narzędzia, ale wreszcie znudziłam się, spać mi się chciało, więc podchodzę i mówię: – Poszedłby Ksiądz lepiej spać, bo jeszcze Ksiądz co zmajstruje przy elektryczności i znowu w samą wigilię będę musiała latać i szukać montera, żeby światło naprawił. Ksiądz odpowiedział: – Zaraz! Czekałam, ale że to „zaraz” się przedłużało, poszłam do domu. Jedna z sióstr była chora, siedzę przy niej i rozmawiamy. W pewnym momencie – trach! – światło gaśnie! Nawet nie pomyślałam nic złośliwego, że przecież miałam rację – rozmawiamy obie dalej po ciemku. Ale wreszcie wstaję – nie ma rady, trzeba iść do kościoła po świece. Otwieram drzwi na dwór, ciemności egipskie, a od strony kościoła słyszę głoś Księdza: – To nie ja! Ja tak nie potrafię zrobić, żeby w całym Izabelinie zgasić! I dopiero w tym momencie spostrzegłam, że rzeczywiście ciemności w całym Izabelinie: widocznie elektrownia prąd wyłączyła. Ten obrazek najlepiej charakteryzuje nasze częste rozgrywki słowne.
s. Anna Bielawska

 

W tym okresie, kiedy Ksiądz miał jeszcze te dwie stare sutanny, przyszedł raz do kuchni powiedzieć, że jedzie do Warszawy. Ja krytycznym okiem spojrzałam na ubranie Księdza. Ksiądz chwycił to wymowne spojrzenie i pyta: – Co? – nie podobam się siostrze? Nic nie powiedziałam, tylko jęknęłam. Ksiądz wyszedł, po paru minutach wraca przebrany, ale widzę na nim jeszcze gorszą sutannę i bardziej powykrzywiane buty. Nic nie mówię, tylko się z lekka odwróciłam, z wyraźną dezaprobatą, a Ksiądz na to: – Włożyłem, co miałem najlepszego i jeszcze się siostrze nie podobam? No to już chyba musiałbym tylko gębę zmienić? – i pojechał w tym stroju do Warszawy.
s. Anna Bielawska

 

Tych kilka konkretnych faktów ilustruje ogólny styl, jaki często panował w naszym domu. Ale ten klimat był podbudowany czymś głębszym. Trzeba przyznać, że dał nam Pan Bóg obojgu sporą dozę poczucia humoru. To także był dar Boży, który wykorzystywaliśmy w naszym życiu. Łączyła nas poważna, odpowiedzialna praca, bo praca dla ludzi – a tego rodzaju klimat nam w tej pracy pomagał. Taki styl bycia na co dzień bardzo przyciągał ludzi: ludzie się z nami po prostu dobrze czuli. Po przeczytaniu tych uwag ktoś mógłby sądzić, że wszystko nam szło tak łatwo. Ale ten, kto zna pracę w parafii, wie, ile wiąże się z tym problemów, trudności i kłopotów. Jest charakterystyczne, że trudności te nasilały się szczególnie w okresach Adwentu i Wielkiego Postu. Gdy kiedyś jęknęłam, że chyba już tego wszystkiego dłużej nie wytrzymam, Ksiądz odpowiedział: – A widziała siostra, ilu ludzi było u spowiedzi, ilu u komunii świętej? Ktoś musi za to płacić! Dziś już wiem: najwyższą cenę płacił sam Proboszcz.
s. Anna Bielawska

 

Raz jeden zdarzyło się, że Ksiądz sobie zrobił sam zakupy. Po powrocie z Warszawy zaczął coś wyjmować z teczki i „chwalić się”: „Kupiłem sobie sznurowadła, kupiłem sobie pastę do butów, kupiłem sobie mydło.” Było to zwykłe mydło „Powszechne”. Bardzo nam się to podobało i śmiałyśmy się z tych wielkich zakupów, że Ksiądz się tak solidnie „obsprawił”. Innego mydła niż „Powszechne” Ksiądz nie uznawał. Pewnego razu siostra położyła Księdzu w łazience pachnące toaletowe mydełko dziecięce. Akurat weszłam do Księdza do Gołębnika, a on mnie pyta, czy nie mam kawałka zwyczajnego mydła, i prosi mnie żebym to toaletowe zabrała, bo „potem to księdza czuć nie wiadomo czym”.
s. Anna Bielawska

 

Raz pożyczył ode mnie buty narciarskie, gdy szedł na wycieczkę górską z Sznarbachowskim. Mocno je sfatygował. Oddał na wesoło, mówiąc „że teraz przeszły wreszcie chrzest turystyczny”, czy coś w tym rodzaju.
ks. Wacław Radosz

 

To był początek Adwentu mówił o kradzieży i jeżeli ukradniesz jabłko z sadu Proboszcza to nie jest taki wielki grzech jakbyś wyciągnął coś takiemu ostatniemu biedakowi”. Po kazaniu ksiądz Proboszcz Jan Rysiewicz z wymówką do księdza Alego: i co ksiądz powiedział już ani jedno jabłko nie zostanie dla mnie. Wszystko co mówił tak trafiało do ludzi. Kiedy wchodził do kościoła to się czuło, że święty wchodzi, wszyscy mówili z tego człowieka emanuje świętość.
Olga Byszewska, Lipinki

 

Kiedyś Ksiądz pyta mnie z właściwym sobie uśmieszkiem: – Siostra wie, dlaczego oni się tutaj tak wszyscy pchają do Izabelina? – A bo oni boją się tych proboszczów! Często po powrocie z rekolekcji lub zebrań dekanalnych Ksiądz lubił się dzielić swoimi wrażeniami. Kiedyś opowiadał o prelekcji jakiegoś młodego księdza: – Ten z zapałem perorował: – my musimy to, my musimy tamto! – a koło mnie siedzi taki stary ksiądz i powtarza: – A mnie się nie chce! A mnie się nie chce! Pękaliśmy ze śmiechu przy tej relacji. Innym razem tłumaczył mi, że w seminarium są dwa rodzaje kleryków: jedni wciąż działają i działają, a drudzy tylko siedzą w kaplicy. – A siostra wie, jak to jest? – u tych pierwszych jest większa pycha niż lenistwo, a u drugich – większe lenistwo niż pycha!
s. Anna Bielawska


 

Razem wybraliśmy się kiedyś na spacer i miałem okazję podziwiać Jego prostotę. Nie przygotowany bowiem na taką ewentualność szedł w stroju turystycznym, który wzbudzał ogólną wesołość u towarzyszących nam Sióstr. Co więcej! Na jednym z pagórków, gdzie dalszą widoczność zasłaniały nam świerki, nasz Turysta o duszy dziecka i zgrabności niedźwiedzia wdrapał się na drzewo i stamtąd opisywał to, co było zakryte przed oczyma rozbawionego tą sceną duchownego towarzystwa.
ks. Tadeusz Gogolewski


 

Powiedział mi wówczas z wielkim spokojem, że jego cierpienia, na szczęście, nie są tak wielkie, jak my sądzimy, gdyż Pan Bóg wie, że on (ksiądz Fedorowicz) jest bardzo mało wytrzymały na ból!
dr Maria Dąbska