Wspomnienia

 

Wychodząc z domu zauważyłam jakiegoś Księdza stojącego obok malutkiej sioneczki, dobudowanej do Kościoła, zakrywającej drzwi prowadzące do tzw. „pierwszej zakrystii”, która była jakby składnikiem i w której były schody z drzwiami, prowadzące do „pokoiku – gołębnika” pod wieżyczką na której był umieszczony dzwon. W pokoiku tym mieszkał Ks. Proboszcz. Kościół w dzień był zwykle otwarty, tym razem nie pamiętam, bo czasem i w dzień z różnych względów się zamykało. Wspomniane drzwi osłonięte sioneczką były zamknięte na klucz. Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam Księdza w średnim wieku jak się wydawało niedawno przekroczonej czterdziestce, o dość mocnej budowie z jakąś niewielką teczką w rękach. Nie mogę przypomnieć czy był z odkrytą głową czy miał jakiś beret lub kapelusz, nie miał raczej na sobie płaszcza, może miał jakiś sweter? Nie było widać żadnych insygnii biskupich.
Coś przeleciało mi przez głowę, że chyba Tego Księdza gdzieś widziałam? Mogłam widzieć w Laskach, gdzieś przechodzącego, albo modlącego się prywatnie w kaplicy, tylko nie odprawiającego Mszy świętej lub jakieś inne Nabożeństwo, bo na pewno zapamiętałabym, pomimo, że nie mam bystrej pamięci wzrokowej. Zanim się zebrałam w sobie, Ksiądz pierwszy „pochwaliwszy Pana Boga”, tylko naprawdę nie pamiętam czy śląskim „Szczęść Boże” czy Niech będzie pochwalony… na pewno nie Laskowskim „Przez Krzyż” – zapytał się czy Ks. Proboszcz jest w domu i czy mógłby się z nim zobaczyć? Było to powiedziane w taki zwyczajny, prosty a delikatny sposób. Odpowiedziałam, że Ks. Proboszcz jest w domu, ale jest chory i że lekarz nie pozwala na odwiedziny. I zapytałam czy Ksiądz koniecznie osobiście chce się zobaczyć z Księdzem Proboszczem?
I nie czekając odpowiedzi ciągnęłam: bo jeżeli jakieś sprawy kancelaryjne to Siostra Anna może załatwić. Skojarzyłam to dlatego, że parę dni temu, młody Ksiądz z Wawrzyszewa, chyba wikary, przyjeżdżał w sprawie czyjejś metryki potrzebnej do Sakramentu małżeństwa i Siostra Anna właśnie to załatwiła.
„Ksiądz” wysłuchawszy, nie przerywając mojej propozycji, odpowiedział bardzo spokojnie „Tak osobiście chciałbym”. I tak przez chwilę stał z lekko pochyloną głową i poważną twarzą, z której dawało się wyczytać jakieś wielkie zatroskanie o zdrowie Księdza Proboszcza, i jednocześnie jakąś delikatność, jakieś uszanowanie dla tego czyjegoś odcinka powierzonego mu osobiście, jak ten w tym przypadku i żeby przestrzegać zaleceń lekarskich. I ten jakiś spokój, ta wyjątkowa delikatność, bez żadnego najmniejszego cienia narzucania się, tak dziwnie „skrobnęły mnie po sercu” i tak szkoda mi się zrobiło tego „Księdza”, pomyślałam – może naprawdę ma wielką potrzebę spotkać się z Księdzem Proboszczem? I postanowiłam, że postaram się ułatwić to spotkanie, nawet nie pytając siostry Anny (prawdę powiedziawszy lekko się narażając) po krótkiej chwili powiedziałam: to niech Ksiądz poczeka, pójdę i zobaczę jak Ks. Proboszcz się czuje, i czy będzie mógł Księdza przyjąć? Tyko ja mam powiedzieć który Ksiądz?
A Ksiądz spokojnie, z powagą, jednocześnie tak bardzo naturalnie „Ksiądz Wojtyła”.
Ugięły się trochę pode mną nogi, po prostu zmieszałam się, zbaraniałam. I nie pamiętam czy w tym zamieszaniu pocałowałam w rękę, czy tylko plączącym się językiem w gardle powiedziałam: Przepraszam Ekscelencję! Naprawdę bardzo przepraszam! A Ksiądz Biskup, czy może już nawet Arcybiskup – Metropolita? na pewno jeszcze nie Kardynał, lekko się uśmiechnął i powiedział, że „nic nie szkodzi i nic się nie stało”.
s. Szczuka Asumpta

 

Przebywając w dniach od 28.12.87 do 02.01.88 w Rzymie na Europejskim spotkaniu młodych, uczestniczyłem w godzinach przedpołudniowych w audiencji środowej u Papieża Jana Pawła II w sali Pawła VI w Watykanie, dn. 30.12.87.
W chwili gdy Papież witając się z poszczególnymi grupami zbliżył się do miejsca, w którym stałem, krzyknąłem: „Ojcze! Pozdrawia parafia księdza Aleksandra Fedorowicza”. Papież odpowiedział: „Acha… On już nie żyje… Już przed Panem Bogiem” – i po chwili: „brat Tadeusza” – i na zakończenie, odchodząc: „Święty człowiek”.
Marek Chojnacki

Wpatrujcie się w przykłady. Jest ich tak wiele w każdej diecezji, a wymienię tylko świętego Maksymiliana Marię Kolbego, biskupa Michała Kozala, Męczennika z Dachau…, a z naszych stron księdza Wojciecha Blaszyńskiego, księdza Jana Balickiego, księdza Aleksandra Fedorowicza, księdza Władysława Korniłowicza…, a wreszcie współczesnego nam, ofiarnego aż do śmierci księdza Jerzego Popiełuszkę.
Jan Paweł II, 9 VI 1987 – Lublin. Msza św. w dzielnicy Czuby.