DYSPOZYCJA
Wstęp
a) Tekst.
b) Przedłożenie: Ufać Jezusowi.
Zrąb
Rozszerzenie opisu ewangelicznego.
Podobieństwo między podróżą morską a życiem.
Burze i cierpienia w życiu ludzkim.
Mamy ufać Jezusowi, bo bez Jego woli nic się nie dzieje:
– dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie;
Jezus prowadzi nas do nieba.
Mamy ufać Jezusowi nawet, jeżeli popadniemy w grzech:
– brzydota grzechu;
Jezus przyszedł ratować grzeszników;
brak ufności rani Najświętsze Serce Jezusa;
przykład: Judasz.
Domówienie
Wezwanie do ufności i postępowania drogą Jezusową.
Droga Jezusowa drogą przykazań Bożych.
Wezwanie do Matki Boskiej.
„Pokój wam! Jam jest, nie trwóżcie się” (Łk 24, 36): Słowa Pana Jezusa, które się dziwnie wiążą z dzisiejszą Ewangelią świętą.
Drodzy w Chrystusie Panu! Rozważmy dzisiaj tę prawdę, że mamy bezgranicznie zaufać Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, dlatego że jest Bogiem wszechmocnym i dlatego że miłuje nas bezgranicznie.
Jeżeli uzupełnimy przeczytany przed chwilą opis burzy na morzu (Mt 8, 23-27) szczegółami, które znajdujemy w Ewangelii św. Marka (4, 35-41), to całe zdarzenie jasno nam się przedstawi. Wejdźmy do łodzi razem z uczniami i z Jezusem. Przeżywajmy z nimi grozę burzy, nawałność wichru i tę ciszę wielką, która nastała po słowach Pana Jezusa.
Od brzegu morza Genezaret odbija łódź rybacka, dość wielka by pomieścić kilkanaście osób, unosząc Jezusa i uczniów. Kilka innych łodzi podąża za nią.
W uszach płynących jeszcze brzmią przedziwne przypowieści, które przed chwilą słyszeli z ust Jezusa, Jego poważny, głęboki, spokojny głos. Wieczór szybko zapada, czerwone blaski zachodzącego słońca ślizgają się po gładkiej tafli wody. Ciszę przerywa tylko jednostajny plusk wody uderzanej wiosłami. Jezus zmęczony całodziennym nauczaniem położył się w tyle łodzi i usnął na wezgłówku. W duszach uczniów panuje spokój i cicha radość. Ich szczere i jasne oczy z miłością spoglądają na Mistrza. Oto zaufali Mu. Rzucili wszystko i poszli za Nim, bo obiecał im Królestwo Niebieskie. Nie potrafili oprzeć się czarowi Osoby i nauki Jezusa. Patrzą teraz na Niego, wydaje im się taki kochany i bliski a równocześnie taki wielki, potężny i pełen majestatu. Grube, szorstkie, spracowane ręce uczniów silnie trzymają wiosła, ramiona prężą się w miarowym ruchu.
Noc szybko zapada, niebo pokrywa się czarnymi chmurami, ciemności nieprzeniknione otaczają płynących. Powietrze robi się ciężkie, parne. Nagle zrywa się wicher. Morze marszczy się, gotuje, fale zaczynają się z rykiem przelewać. Łódź zatrzeszczała, zapadła się w czarną przepaść wodną, aby za chwilę ukazać się na grzbiecie następnej fali. Serca uczniów zdrętwiały z przerażenia. Doświadczeni rybacy poznali, że nadeszła jedna z tych burz, po której żeglarze do domu nie wracają a matki i żony na próżno wytężają wzrok na morze, czy nie dojrzą znajomej barki wiozącej syna czy męża. Słaba łódź sklecona z desek – to wszystko, co oddziela teraz uczniów od rozszalałego morza. Potworne czarne fale przelewają się z hukiem. Wicher wyje, woda zaczyna się przez łódź przelewać. Już żadna siła ludzka nie wyratuje płynących. Jeszcze chwila, a pochłonie ich czarna otchłań morza. Uczniowie w śmiertelnym lęku budzą Jezusa I wołają: „Panie, zachowaj nas, giniemy” (Mt 8, 25). Jezus wstaje, patrzcie – jaki spokój i majestat w Jego postaci. Dokoła rozszalały żywioł, ryk bałwanów, wycie wichru. Wyrzekł tylko dwa słowa: „Milcz, zamilknij… i ustał wiatr, i stało się uciszenie wielkie” (Mk 4, 39).
Uczniowie zdumieli się. – Jaka dziwna ta cisza. Ramiona zmęczone puszczają wolno wiosła. W oczach gaśnie ogień przerażenia i największego wysiłku. Każdy słyszy tylko gwałtowne, szybkie bicie własnego serca. Ciszę przerywają pełne wyrzutu i miłości zarazem słowa Pana Jezusa: „Czemu bojaźliwi jesteście? Jeszczeż nie macie wiary?” (Mk 4, 40).
Życie człowieka przypomina podróż morską, są w nim dnie pogodne i jasne, pełne radości i szczęścia. Są dnie szare, słotne i męczące codziennej, jednostajnej pracy. Są też chwile ciemności, burzy i walki. Droga przez życie zaczyna się z chwilą urodzenia, a kończy z chwilą, gdy dobijemy do brzegu wieczności. My mamy to wielkie szczęście, że drogę tę odbywamy z Jezusem, który w chwili chrztu św. wszedł do łodzi naszej. Sam przecież powiedział: „Oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, .20).
Drodzy w Chrystusie Panu! Wy znacie życie: Wiecie, że płaczem słabego dziecka się zaczyna, boleścią i żałobą kończy. Cierpienie istnieje na ziemi od chwili wypędzenia pierwszych rodziców z Raju jako kara za grzech. Kiedy to Bóg wydał na Adama ten sprawiedliwy wyrok: „Przeklęta będzie ziemia dla czynu twojego… Ciernie i osty rodzić ci będzie, a ziele będziesz jadł ziemi. W pocie oblicza twego będziesz pożywał chleba, aż się wrócisz do ziemi, z którejś wzięty, boś jest proch i w proch się obrócisz” (Rdz 3, 17-19).
Skończy się cierpienie na ziemi dopiero wtedy, gdy ostatni człowiek przekroczy progi wieczności. Znacie wszyscy wymyte łzami oczy sędziwej matki. Znacie głębokie bruzdy, które troski i kłopoty wyryły na czole ojca walczącego o chleb powszedni dla dzieci swoich. Znacie gorzkie, palące łzy sieroty opuszczonej. Wy znacie burze, które miotają nami, choroby, wojny, głód, ból, śmierć, utrata majątku i wiele innych.
Czasem wydaje się nam, że serce pęknie, że rozum się pomiesza, że już sił do walki nie starczy, że nas fale życia pochłoną. Przypomnijmy sobie wtedy, że Jezus jest z nami. Rzućmy się do Jego nóg z miłością i ufnością dziecka, a On jednym słowem przywróci pokój duszom naszym. Tak jak kiedyś na morzu uciszył nawałności wiatru i fal. On jest Bogiem, jest wszechmocny. Nic się nie dzieje bez Jego wiedzy, a wszystkie cierpienia i burze, które na nas dopuszcza, są dla naszego dobra, bo jak mówi św. Paweł: „Miłującym Boga wszystko pomaga do dobrego” (Rz 8, 28).
Trudno czasem zrozumieć jak może Jezus tak bardzo doświadczać i smagać dzieci swoje. Przecież kocha nas, ale miłość Jezusa jest miłością Boga, a miłość Boża nie jest słabością. On wie jak dusze nasze potrzebują oczyścić się w ognili cierpienia, aby zajaśniały kiedyś pełnym blaskiem jak brylanty bezcenne w Królestwie Ojca Niebieskiego. On zna nasze zbuntowane serca i wie, jak łatwo zapominamy o Bogu i przeznaczeniu naszym, gdy tylko powstrzyma swoją karzącą dłoń.
Życie jest chwilą, a wieczność nie będzie miała końca. Przyjemności i radości tego życia są niczym w porównaniu ze szczęściem, które nas czeka w niebie. Jezus prowadzi nas do nieba. Słuchajcie z jaką miłością do nas przemawia: „Nie bój się trzódko mała, bo spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo, sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie przybliża ani mól nie psuje. Albowiem gdzie jest skarb wasz, tam i serce wasze będzie” (Łk 12, 32-34). A na kilka godzin przed początkiem męki swojej tak mówi do Apostołów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga i we mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby inaczej było, powiedziałbym wam, bo idę przygotować wam miejsce. A gdy odejdę, przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście tam, gdzie ja jestem, i wy byli” (J 14, 1-3). O, jak bardzo Jezus kocha nas.
Drodzy w Chrystusie Panu! Kiedy spojrzymy na życie, tak jak Bóg na nie patrzy od strony wieczności, to musimy przyznać, że jest tylko jedno prawdziwe nieszczęście, nieszczęście straszne. A jest nim grzech. My biedni nie ogarniamy jego potwornej brzydoty i strasznej złości, dlatego że nie ogarniamy nieskończonej świętości Boga, której się grzech sprzeciwia. A jednak chociaż byśmy w grzech popadli, choćby nas fale grzechu zalewały tak, jak kiedyś fale morza zalewały łódź z uczniami, nie traćmy ufności. Jezus jest samą Miłością. On woła nas, wyciąga do nas ręce, chce przebaczyć!’ Choćby grzechy nasze były najstraszniejsze i najobrzydliwsze, idźmy do Jezusa z „ufnością, bo On czeka na nas. Serce Jego płonie jednym wielkim ogniem przebaczenia i pragnienia dusz naszych. Kto nie ufa Jezusowi, ten strasznie krzywdzi Najświętsze Serce Jezusa, ten rani Je najboleśniej. Przecież po to przyszedł na ziemię, po to wycierpiał straszną mękę i pozwolił się do krzyża przybić, ażeby kupić ceną swojej krwi dusze ludzkie. Ażeby uzyskać dla nas przebaczenie.
Straszny był grzech Judasza. Zdradził swojego Mistrza, sprzedał Go wrogom za 30 srebrników. Ale patrzcie: Jezus go nie odpycha. Przyjmuje pocałunek zdrajcy, a z serca przepełnionego współczuciem i miłością wyrywają się. się słowa łagodnego wyrzutu: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” , (Mt, 26, 50). Przyjacielem go nazywa. Tak bardzo chce wstrząsnąć sumieniem niewiernego ucznia, tak bardzo pragnie jego nawrócenia. Ach Judaszu, dlaczego nie upadłeś do nóg Mistrza Twojego prosząc o przebaczenie. Byłbyś duszę swoją uratował, a Jezusowi oszczędziłbyś wielkiej boleści, którą Mu brakiem ufności i rozpaczą sprawiłeś.
Domówienie: Drodzy w Chrystusie Panu, ufajmy Jezusowi, o którym Ewangelista napisał iż: „Umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1). Ani cierpienie, ani pokusy, ani grzechy, nawet najstraszniejsze, niechaj naszej ufności nie zachwieją. Jezus jest Bogiem i jest Miłością. On prowadzi nas przez burze życia do bram nieba. Idźmy posłusznie drogą, którą nam wskazuje. A droga Jezusowa, to droga przykazań Bożych.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, bo tylko On Stwórca jest ostatecznym celem naszym.
Nie będziesz brał Imienia Pana Boga twego nadaremno, bo Imię to święte jest i jasne duchy niebieskie z drżeniem je wymawiają.
Pamiętaj, abyś dzień święty święcił, w niedzielę i święta wstrzymaj się od pracy niekoniecznej i bądź na Mszy św.
Czcij ojca twego i matkę twoją, bo życie od nich wziąłeś.
Nie zabijaj, bo życie człowieka jest własnością Boga.
Nie cudzołóż, bo czysty jest Pan i nienawidzi wszelkiego brudu.
Nie kradnij, bo krzywda brata twego o pomstę woła do Nieba.
Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu twemu, nie oczerniaj go, nie wyjawiaj bez potrzeby tajemnych grzechów jego.
Nie pożądaj żony bliźniego twego.
Ani żadnej rzeczy, która jego jest.
Drodzy w Chrystusie Panu, przestrzegajcie przykazań Bożych. Pamiętajcie, ze kto dobrowolnie i świadomie przekracza przykazania w sprawie ważnej, ten popełnia grzech ciężki, ten podnosi bunt przeciwko swojemu Bogu i Stwórcy. Kto przekracza przykazania, ten niewymowną boleść zadaje Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Ale pamiętajcie, że jeszcze większą boleść zadaje Mu ten, kto zgrzeszywszy, zwątpił o miłosierdziu Jego.
O Maryjo, o Gwiazdo Morska, Jutrzenko Niepokalana, o Panno Lipiniecka, prowadź nas przez burze i ciemności tego życia do szczęścia i światła wiecznego. Nie pozwól, byśmy kiedykolwiek mieli zwątpić o nieskończonej miłości Syna Twego Jezusa Chrystusa!