„Kto miłuje bliźniego, Zakon wypełnił” (Rz 13, 8). Cieszę się szczerym sercem, że jestem między wami. Przyszedłem na to, żeby wam mówić o miłości w imię Chrystusa. Dzisiaj, kiedy świat żyje nienawiścią (mordy, zemsta, bomba atomowa), kłamstwem (wielkie szatańskie oszustwo: „szczęście w materii”).
Nie będę wam mówił rzeczy mądrych i uczonych, ale całkiem proste: o duszy, o wieczności, o Chrystusie za nasze grzechy ukrzyżowanym. Będę mówił, jak macie żyć, żeby tu na ziemi być szczęśliwymi i żeby po śmierci pójść do nieba.
Otwórz oczy i patrz, jakbyś pierwszy raz na świat patrzył. Wejdź w lipcowe południe między łany zbóż. Słońce, skwar, powietrze drga, pachnie, cichutkie brzęczenie, dojrzewające kłosy, kwiat, pszczoła… życie. – Źródło życia? Myśl. Mądrość…
Pójdź w góry wiosną: niebotyczne skały, śnieg, chłód, świeżość i czystość. Snieżyczka we mchu – piękno! – Źródło? W grudniową gwiezdną noc – kir lśniącymi brylantami zasłany. Patrz dobrze!
Obróć oczy na siebie samego. Ty poznajesz i przeżywasz świat. Świat jest w tobie. Czy na sposób ciała? Jest w tobie na doskonalszy sposób. Pszczoła żyje nieświadomie, jaskółka – dają się rządzić prawom Boga. Ty to przeżywasz świadomie i rozumiesz. Tajemnica. Uczeni? – Czy odpowiedzą?
Pismo św.: „Utworzył tedy Pan Bóg człowieka z mułu ziemi i tchnął w oblicze jego ducha żywota: i stał się człowiek duszą żyjącą” (Rdz 2, 7).
Doskonałość człowieka: „Stworzył Bóg człowieka na obraz i podobieństwo swoje” (Rdz 1, 27) – poznaje, miłuje.
Ogarnij teraz myślą całe twoje życie. – Nie pamiętasz. Urodziłeś się. Pierwszy płacz. Życie ciała. Życie duszy. Kres.
„I wróci się proch do ziemi swojej, z której był, a duch wróci się do Boga, który go dał” (Koh 12, 7).
Bóg wszystko stworzył z celem. Ostatecznym celem wszystkiego jest Bóg. Cel stworzenia nierozumnego. Cel człowieka – poznanie, miłość, chwała Boża, zbawienie duszy.
Droga do celu – życie według przykazań: „Kto miłuje bliźniego, Zakon wypełnia. Albowiem nie będziesz cudzołożył, nie będziesz zabijał, nie będziesz kradł… jeśli jest które inne przykazanie – w tym słowie się zamyka: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Rz 13, 8-9).
Materialistyczny pogląd: postęp materialny, produkcja, wynalazki.
Czy dzisiaj ludzie szczęśliwsi? – Postęp dobry, ale duchowi podporządkowany. Ideał materialisty – tęsknota do Boga („Niespokojne serce…”).
Niewola grzechu – państwo celem – zabicie osobowości. Uporządkowana miłość – Bóg – dusza – Ojczyzna – rodzina – wiedza – pomyślność doczesna – przyjemność – rozrywka. Grzech – załamanie równowagi.
*
Słowa Pana Jezusa są zawsze bardzo proste, bardzo mocne i bardzo głębokie. Ostatni raz mówiliśmy, że pamięć na niebo i na życie wieczne jest pociechą pośród wielkich boleści tego życia. Powiedzieliśmy także, że to życie wieczne przybliża się do nas z jakąś niezawodną, niezależną od nas koniecznością.
Natura obciążona śmiertelnym, zmysłowym ciałem zostaje zaskoczona bliskością i rzeczywistością świata nadprzyrodzonego i nieba. Pośrodku codziennych zajęć, pośrodku jednostajności i szarości codziennego trudu życia stajemy olśnieni blaskiem zmartwychwstania światłością nieba.
Jak długo nasz duch jest zamknięty w tym śmiertelnym ciele i jak długo jesteśmy skazani na świadectwo zmysłów, tak długo podobni jesteśmy człowiekowi głuchemu, którego otacza najpiękniejsza, najtkliwsza, a zarazem najwspanialsza i najpotężniejsza muzyka.
On wie o tym, może nawet widzi artystów grających. Może w wyobraźni stara się sobie utworzyć jakąś pieśń, ale jednak ta rzeczywistość, która go otacza, nie jest dla niego dostępna.
Przybliża się czas, kiedy otworzą się uszy nasze na pieśni aniołów, na niewysłowiony czar tej najtkliwszej, a zarazem najwspanialszej i najpotężniejszej muzyki chwały, muzyki wieczności. I przeniknie nas ona aż do najgłębszej treści, aż do najgłębszej istoty naszej.
I przybliża się czas, kiedy spadną łuski z naszych oczu i spojrzymy jasnym i prostym spojrzeniem miłości doskonałej w światłości, w blasku nieogarnionego, wiecznego Boga.
Dzisiaj zastanowimy się nad tym, jaka jest nasza droga do nieba.
Sami ze siebie własnymi siłami – przez jakieś naturalne zasługi nieba . zdobyć nie potrafimy.
Jest jakaś ogromna niewspółmierność, brak proporcji pomiędzy naszą ludzką nędzą a chwałą niebieską.
Zastanówcie się, proszę, tak szczerze każdy nad sobą samym. Ogarnijmy jednym rzutem myśli całą swoją istotę, swoje przymioty i wady, i tę miłość własną, co jak niszczący jakiś ogień na dnie duszy się pali i nigdy nie wygasa. Tę zmysłowość, co ją musimy trzymać w ryzach wałami i tamami łaski boskiej i cnoty nabytej, a ciągłe nam grozi powodzią i zniszczeniem Bożego życia w duszy.
Spójrzcie na tę niecierpliwość i gniewliwość, która tak uprzykrza, życie wspólne. Na ten język nieposkromiony, który tak łatwo, a tak boleśnie rani bliźniego, a tak często miele słowa niepotrzebne, a nieraz grzeszne. I tak można by jeszcze długo wyliczać. I tak, jeżeli szczerze w głąb własnej duszy popatrzymy, to musimy [zobaczyć] ogromną słabość naszej skażonej grzechem natury. To nie jest teoria, to są fakty. Od chwili grzechu pierworodnego jakaś straszna tajemnica niegodziwości ogarnęła serce człowieka (Ps 13). […] .
My sobie Boga przedstawić nie potrafimy, ale zdajemy sobie sprawę, że Jego majestat jest tak olbrzymi, Jego świętość taka wysoka, Jego blask taki jasny, że się nasze myśli i słowa gubią, załamują w sobie. – Bo jak wyrazić słowami ze świata wziętymi Tego, co świat stworzył?
On jest prawdziwie Królem i Panem — Królem chwały i Królem mocy – Królem dobroci i Królem miłości – Królem piękna i Królem stworzenia. Aniołowie, książęta nieba, Duchy jasne i wielkie wpatrzone w nieskończoną światłość Bożą ze drżeniem i miłością śpiewają: „Święty, Święty, Święty Pan Bóg Wszechmogący, Który był, Który jest i Który będzie” (por. Ap 4, 8).
Być w niebie, to znaczy uczestniczyć w życiu samego Boga. W głębiach tajemnic Jego i niepojętego życia Trójcy Przenajświętszej.
Być w niebie, to znaczy całą istotą swoją kąpać się w łaskach światła i szczęścia Bożego.
Być w niebie, to znaczy wiecznym aktem miłości związać swoją duszę z Bogiem.
O, jakżeż ja nędzny, biedny, przygnieciony grzechami i słabościami stanę przed Królem chwały? (…)
I jakiż jest stosunek, jakie porównanie naszej nędzy z Bożą chwałą?
Zdawałoby się, że człowiek przez grzech bezpowrotnie stracił drogę i wstęp do królestwa niebieskiego, że duch ludzki nie osiągnie już nigdy swego pełnego szczęścia w zjednoczeniu zupełnym miłości doskonałej z Bogiem.
Ale to, co dla słabości ludzkiej wydaje się niemożliwe, dla Boga okazało się możliwe.
Tęcza nieskończonej miłości Bożej zajaśniała nad ludźmi, tęcza przebaczenia i pojednania.
Syn Boży, Słowo Przedwieczne, Druga Osoba Boska stał się Człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. O tajemnicze i niedoścignione plany Boże i myśli Boże. Znacie Go: to przepiękne Dziecię w ramionach Matki-Dziewicy uśpione. Tego Nauczyciela, co przechodził przez wsie i miasta Palestyny dobrze czyniąc. Na Jego słowo wzburzone morze cichło, chleb się mnożył, umarli wstawali, grzesznicy się nawracali. A nauką swoją o zbliżeniu się Królestwa Bożego- tak oczarował ludzi, że tłumy całe Mu towarzyszyły, niepomne na głód i niewygody, bo „jeszcze nigdy tak żaden człowiek nie nauczał. (J 7, 46).
Znacie Go dobrze, tego Męża Boleści — Ofiarę ponad głowami tłumu na haniebnym krzyżu rozpostartego, jak jakaś straszna biała karta – w boleściach niewymownych. Na skroniach miał uwity wieniec z cierni, a z oczu płynęły łzy i krew. Syn Boży. Pan nieba i ziemi.
„Ja jestem robak, a nie człowiek…” (Ps 21, 7).
„Jego to wystawił Bóg przed oczy, wszystkich, aby przez wylanie krwi swojej stał się ubłaganiem za grzechy dla wierzących weń“ (por. Rz 3, 25).
Ofiara doskonała, zupełna, bezgraniczna. Cóż mógłby jeszcze więcej oddać? Nawet stopą ziemi nie dotyka, tylko ta krew wielkimi kroplami upada na skałę. Chwila ofiary, chwila miłości nieskończonej – chwila pojednania i przebaczenia. I wytrysło u stóp krzyża siedmiorakie źródło łaski i życia. I popłynęły przez spieczoną grzechem, wichrami nienawiści i namiętności wysuszoną ziemię, obfite, czyste, kryształowe wody łaski i życia.
Otwarło się Serce Jezusa, niewyczerpane źródło nieskończonej miłości. „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy obciążeni i strudzeni jesteście, a ja was pokrzepię’1 (Mt 11, 28). „Jeśli kto pragnie…, niech przyjdzie do mnie i pije!“ (J 7, 37)].
Więc pójdźmy, nie ociągajmy się. Nie lękajmy się nędzy naszej, grzechów naszych: „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i nie mają chwały przed Bogiem, dostępują zaś usprawiedliwienia za darmo z łaski Jego, dla okupu złożonego przez Jezusa Chrystusa” (Rz 3, 23-24). „Weselcie się w Panu zawsze, powtarzam raz jeszcze, weselcie, się w Panu – Pan blisko jest – Pokój Boży, który wszelkie przewyższa pojęcie, niechaj strzeże serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie (Flp 4, 4-5. 7). Korzystajmy ze źródeł łaski i życia. Myśmy często tacy zmęczeni nużącą drogą życia. Wystarczy się pochylić w pokorze .z wiarą i z żalem w sercu, przyłożyć spieczone usta do tego źródła, co z krzyża wytrysło, aby pić samo życie, siłę i miłość.
Już teraz niestraszna jest nam chwila śmierci, bo łaska Chrystusowa w nas mieszka. Nie przez naszą zasługę, ale przez Jego krew śmiało wchodzimy w progi nieba. Nie jako obcy natręci, ale jako synowie i spadkobiercy Bożego dziedzictwa.
Jak niewypowiedziane są tajemnice Bożej nieskończonej miłości.:
„Błogosławieni, którzy obmyli szaty swoje w krwi Baranka” (Ap.22, 14). „Kto pragnie, niechaj przyjdzie i kto chce, niechaj bierze darmo wodę życia” (Ap 22, 17).
„Z radością będziecie czerpać wody ze źródeł zbawienia” (Iz 12, 3). Mówiliśmy, że pamięć o niebie jest pociechą, że królestwo niebieskie bliskie.
Ale jak my grzesznicy, nędzarze wejdziemy do Królestwa Boga i aniołów? – Przez ofiarę Chrystusa odrodziły się dusze nasze,, odrodziły się dusze nasze do nowego życia, do życia łaski. Tą szatą łaski przybrani wejdziemy do nieba.
Tak najpierw rozważmy: świętość i wspaniałość nieba, ułomności naszej natury, a później zobaczymy jak Chrystus krwią swoją obmył dusze nasze i otworzył nam niewyczerpane źródło łaski i życia Bożego.
W niebie mieszka Bóg i aniołowie. Ziemi piękno odblaskiem doskonałości, świętości, potęgi Boga. Niebo całe życiem Bożym żyje, blaskiem Jego jaśnieje, wiecznym Jego szczęściem raduje się. Myśli ludzkie i słowa – Bóg, Król i Pan, aniołowie… święci… Królowa. Czystość – miłość – świętość. Być w niebie, to znaczy…
– Oderwijmy oczy od obrazu nieba na siebie: …miłość własna, złośliwość, zmysłowość, język, niedbalstwa. Zepsute i niezgłębione jest serce ludzkie. Tajemnica nieprawości, grzechu. Ciągle na krawędzi zbrodni. Czy nas wiele oddziela od zbrodni. – „Komu się wydaje, że stoi…“ (1 Kor 10, 12).
Niewspółmierność, stracona droga – zawiedzione pragnienia.