Ideałem dziewcząt izraelskich było wyjść wcześnie za mąż, zostać matką, mieć grono synów. Pismo święte wychwala taką niewiastę: „Żona twoja, jako płodny krzew winny we wnętrzu domu twego, synowie twoi jako latorośle oliwne wokoło stołu twego“ (Ps 127, 3).
Trzeba pamiętać, że naród żydowski to naród wybrany. Już do Abrahama mówił Bóg: „…rozmnożę nasienie twoje jako gwiazdy niebieskie i jako piasek, który jest na brzegu morskim…“ i „błogosławione będą w nasieniu twoim wszystkie narody ziemi..(Rdz 22., 17. 18).
Kobieta izraelska rodząc synów, pomnażała naród wybrany i mogła mieć nadzieję, że właśnie z jej potomstwa będą błogosławione wszystkie narody, że będzie matką Zbawiciela. W ostatnich latach przed narodzeniem Chrystusa nadzieje mesjańskie były niezwykle żywe w Izraelu. Proroctwa wskazywały, że przybliża się czas spełnienia odwiecznych obietnic Bożych i tęsknoty ludu. Polityczna niewola i ucisk wzmagały jeszcze nastroje mesjańskie. Nic więc dziwnego, że dziewczęta izraelskie mogły widzieć w macierzyństwie nie tylko ideał narodowy, ale i święte powołanie religijne.
Maryja z Nazaretu, poślubiona Józefowi, była pokorną, nie zwracającą na siebie uwagi panną. Rozmiłowana w modlitwie i kontemplacji, kierowana światłem Ducha Świętego poszła inną drogą niż jej: rówieśniczki. Wyrzekła się macierzyństwa, by całe serce mieć wolne dla Boga. Wiedział o tym tylko Józef. Krewni i sąsiedzi prawdopodobnie niewiele zajmowali się młodziutką Miriam. Po prostu nie mieli o czym mówić. Cicha Miriam nie dawała okazji do plotek.
Jeszcze w dniu zwiastowania Maryja nie wiedziała, co Ją czeka. Że będzie matką, że Jej Syn odkupi świat. Nie wiedziała także, że jest pełna łaski, ani że jest przez Boga wybrana i błogosławiona pośród wszystkich niewiast na ziemi. Znała wiele kobiet w Nazarecie i w okolicy. Znała ich twarde życie, płynące w służbie mężowi i dzieciom, w codziennej walce o chleb powszedni. Uważała się za jedną z nich, ale nigdy nie sądziła, że jest od nich lepszą, że Bóg ją właśnie wybrał.
Kiedy archanioł Gabriel wszedł, Maryja się nie przelękła. Może przywykła do obcowania z aniołami. Skoro jednak usłyszała jego słowa, zatrwożyła się i rozważała, co ma oznaczać dziwne pozdrowienie. Nigdy do nikogo anioł od Boga posłany tak nie przemawiał. Raz tylko taką rozmowę człowiek prowadził z Bogiem: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami“ (Łk 1, 28).
Żadna ludzka fantazja nie potrafiła nawet w bajce wymyślić czegoś piękniejszego i większego niż to, co Bóg naprawdę uczynił w chwili zwiastowania, wynosząc nieznaną, lekceważoną może nawet, ubogą panienkę na Królową nieba i ziemi, Panią wszystkiego, co jest.
Stwórca z miłością patrzył na dziewczę zaskoczone i zakłopotane niezwykłym pozdrowieniem. Każdy inny człowiek mógłby odczuć w tej chwili poruszenie pychy i miłości własnej. Smutne echo grzechu pierworodnego skaziłoby najczystszą Boską myśl. Maryję usłyszane słowa tylko zaniepokoiły, rozważała je w sercu i zastanawiała się, czego Pan od Niej się domaga. Serce Panienki musiało przeczuwać jakąś głęboką tajemnicę.
W rozmowie Dziewicy z aniołem nie ma gorączki ani pośpiechu, jest w niej miejsce na myślenie, rozważanie, wyjaśnienie. I rzekł Jej anioł: Nie lękaj się Maryjo, albowiem znalazłaś łaskę u Boga! Oto poczniesz w łonie i porodzisz Syna, i nadasz mu imię Jezus. Ten będzie wielkim i Synem Najwyższego nazwany będzie. I da Mu Pan Bóg stolicę Dawida, ojca Jego, i będzie królował nad domem Jakubowym na wieki, i królestwu Jego nie będzie końca“ (Łk 1, 30—33).
Teraz Maryja zrozumiała, że ma zostać matką Mesjasza.
Dla izraelskiego dziewczęcia wieść taka musiała być wstrząsającym przeżyciem. Płynęła w niej krew ojców, Abrahama, Izaaka, Jakuba, Dawida. Była córką patriarchów i proroków. Od małego dziecka słyszała o Mesjaszu. Wyczekiwała Go wraz z całym narodem. Dzieci o Nim pieśni śpiewały. Kapłani wzywali Jego przyjścia. Starcy jak Symeon prosili Boga, by mogli przed śmiercią oglądać Zbawienie Izraela. Każda izraelska dzieweczka mogła nosić w sercu nieśmiałą nadzieję, że może właśnie ona będzie matką Mesjasza.
Maryja wraz ze swym dziewictwem złożyła Bogu w ofierze tę najpiękniejszą nadzieję izraelskiej niewiasty. I oto właśnie do niej przyszedł anioł. Maryja nie wątpi, że anioł mówi prawdę, ale wie także, ze Bóg żąda od Niej dziewiczej czystości. „Jakże się to stanie, skoro męża nie znam“ – pyta z prostotą dziecka. „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego Cię zacieni. Przeto i to, co się z Ciebie narodzi, święte Synem Bożym będzie nazwane. A oto Elżbieta, krewna twoja, i ona poczęła dziecię w starości swojej, a jest to już szósty miesiąc dla tej, którą zowią niepłodną, bo nie masz nic niemożliwego u Boga“ (Łk 1, 35—37).
Maryja już wie wszystko, już zrozumiała. Gabriel nie odchodzi jeszcze, lecz czeka. Wraz z nim wszystkie duchy niebieskie wpatrzone w usta Dziewczęcia czekają. Czeka Ewa i jej grzeszne dzieci. Sam Bóg czeka na zgodę Dziewicy, w Jej ręku są losy świata.
„I rzekła Maryja: Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. — I odszedł od Niej anioł“ (Łk 1, 38).
„A Słowo stało się Ciałem i mieszkało między nami“ (J 1,-14).
Ziemia odetchnęła z ulgą. Aniołowie zaśpiewali hymn chwały. Ewa podniosła oczy ku niebu z wdzięcznością. Nad grzesznikiem podniosła się dłoń przebaczająca.
Szatan widząc pokorę i miłość wybranej przez Boga Panny, zrozumiał, że nie ma nad Nią żadnej władzy. Przeraził się swojej bezsilności i poczuł straszne dotknięcie bosej stopy Matki Boga.
Maryja nie myślała o szatanie. Zrozumiała, że jest Matką Mesjasza za sprawą Ducha Świętego, bez utraty dziewictwa. Choć była jeszcze młodziutka, znała tajemnice życia i macierzyństwa, gdyż dziewczęta izraelskie były wcześnie przysposabiane do podjęcia świętych zadań matki.
Bezgraniczne szczęście zalało jej duszę: „Uwielbia dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu Zbawicielu moim. Iż wejrzał na uniżenie służebnicy swojej. Bo odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie narody. Albowiem uczynił mi wielkie rzeczy, który możny jest i święte imię Jego“ (Łk 1, 46-49).
W starożytnej bazylice Matki Boskiej Śnieżnej w Rzymie biją dzwony. Tutaj przypada stacja dzisiejszego święta. Głos dzwonów leci ponad pola Kampanii rzymskiej, ponad, czasy i łączy się ze śpiewem Maryi. W katedrach, nieznanych kaplicach, wśród pól i kwiatów; ponad gorącym piaskiem pustyni i nad śniegami północy biją dzwony na Anioł Pański w dzień Zwiastowania. Pieśń Maryi żyje, rośnie, potężnieje. Dobrze prorokowałaś, pokorna Panno, odtąd błogosławioną Cię zwać będą wszystkie narody.
Kościół żyje od początku życiem Chrystusa. U kolebki swojej znajduje cichą postać Dziewicy i Matki. Jest w Niej rozmiłowany i nie może się nacieszyć Jej pięknością.
Liturgia naszego święta jest prosta i przejrzysta, jak prosta i przejrzysta jest jego nieprzenikniona tajemnica. Ośrodkiem jest opis Zwiastowania, który w całości czytamy w Ewangelii dzisiejszej Mszy św. Święto Zwiastowania prawie zawsze przypada w Wielkim Poście, w okresie pokuty, dlatego jego liturgia jest dosyć wstrzemięźliwa w wyrazach radości. Gdy się jednak zdarzy obchodzić je po Wielkanocy, wówczas Kościół śpiewa: „Alleluja, alleluja. Zdrowaś Maryjo łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami. Alleluja. Oto zakwitnie różdżka Jessego: Dziewica zrodziła Boga Człowieka. Bóg światu przywrócił pokój, jednocząc w sobie najniższą istotę z najwyższą. Alleluja”.
W responsorium trzeciego nokturnu Maryja sama nas wzywa do dzielenia swojej radości: „Radujcie się ze mną wszyscy, którzy Boga kochacie: bo kiedy młodziutką byłam, spodobałam się Najwyższemu i z wnętrzności moich porodziłam Boga i Człowieka. Błogosławioną mnie zwać będą wszystkie narody, bo na służebnicę pokorną wejrzał Bóg“.