Na polu stoi twardo i sztywno złota pszenica, a jej pochylone, ciężkie kłosy prażą się w słońcu. Pszenica dojrzewała. Owoc Boskiej mocy i ludzkiej pracy. Tłustą, czarną ziemię pod pszenicę albo też żółtą glinę czy też oporną kamienistą glebę orał w tym roku traktor prowadzony przez pachnącego smarem i benzyną chłopaka, trzymającego papierosa w zębach.
Przed 50 laty orał ją lemiesz konnego pługa. Jeszcze dawniej ziemię ryła drewniana socha i przed nią jeszcze nad tą samą ziemią pochylały się drżące grzbiety skutych niewolników albo też mocne barki wolnych kmieciów, którzy ręcznymi narzędziami przygotowywali ziemię pod siew.
Ludzie żyli, pracowali, cierpieli i umierali, a pszenica rosła. Rosła na polach Afryki, Azji, Europy, na zielonych polach Francji, w uroczej Italii, w smutnej Brytanii, na polach wśród gąszczów słowiańskich puszcz.
Cofały się ciemne bory i nieprzeniknione, a niezwyciężone, zdawałoby się, knieje przed złotymi kłosami pszenicy.
Człowiek zawarł przymierze ze zbożem.
Od początku w pocie czoła wałczył o chleb i chlebem żył. Z niego brał siły i jemu swe siły poświęcał. Chleb tak głęboko się wplótł w życie człowiecze, że się stał tego życia symbolem. Pszenica rosła także w Judei i Galilei. Syn Boży, gdy stał się człowiekiem, synem chleba, urodził się w Betlejem – Mieście Chleba.
Kiedy pościł na puszczy i był bardzo głodny, szatan Go kusił, żeby kamienie przemienił w chleb. Odparł wówczas, że nie tylko chlebem człowiek żyje, ale i wszelkim słowem, które od Boga pochodzi.
Kiedy szatan odszedł, przystąpili aniołowie, aby Mu służyć. Czy mogli przynieść coś lepszego i bardziej godnego Syna Człowieczego niż chleb, który wszechmoc Boża i ludzka praca wyprowadziły z ziemi?
Syn Boży znał życie ludzkie. a Kiedy przechodził ze swą gromadką wśród zbóż, a dojrzałe kłosy ocierały Mu się z lekkim szelestem- o kolana w dzień szabatu, uczniowie wycierali zboże na swoich twardych spracowanych dłoniach i jedli, bo byli głodni.
Syn Boży znał dobrze sprawy zboża i chleba.
Widział, jak gospodarz hojną dłonią sieje ziarno, a ono pada w ziemię urodzajną, między kamienie i osty albo zgoła na drogę, gdzie będzie podeptane. Wiedział, jaką zaciekłą walkę prowadzi rolnik z kąkolem. Znał chciwość człowieka, który całe góry złotego ziarna zgarnia do nowych spichrzów, a serce swoje tak związał z nadmiarem, że zapomniał o śmierci i zbliżającym się Królestwie Bożym. Przecież „to Jego – Chrystusa właśnie surowy Jan porównuje do gospodarza, który ma wiejadło w swym ręku i oczyszcza zboże z plew, .aby czyste i zdrowe ziarno gromadzić do spichrza, a plewy spalić w ogniu.
Jezus znał dobrze ciężkie kamienie młyna, przedziurawione tak, że łatwo przez nie przewlec sznur. Biada gorszycielom, tym, co innych do grzechu skłaniają. „Lepiej by im było…“ (por. Mt 18, 6).
Widział jak dwie niewiasty zmęczone i zgrzane w rytmicznym ruchu nad jednymi pochylają się żarnami. Już od wielu godzin tak pracują. Ziarno się sypie ciężkim strumieniem, a gruba mąka opada do worka. Jeden rytm, jedna praca i trud tak je zespolił, że rzekłbyś: nie przez dwie, ale przez jedną, cztery ręce i nogi mającą, istotę poruszane są kamienie, a jednak nadejdzie chwila grozy, jedna zostanie porwana, a druga zostanie przy żarnach.
Żarna musiał znać dobrze od dziecka, bo były niezbędnym sprzętem w domu. Przez tyle lat widział stojącą przy nich Matkę, Matkę jedyną, choć jedną z miliarda, a potem dzięki czynił Ojcu, gdy łamał twardy, niezmienny chleb. Czynił dzięki za świat, za chleb, za taką Matkę.