Ksiądz Aleksander Fedorowicz duszpasterz podwarszawskiej parafii w ośrodku Izabelin, na kilka lat przed Soborową reforma św. Liturgii, zdołał wychować swoich parafian do czynnego udziału w modlitwie liturgicznej. Przywiązując wielką wagę do zrozumienia ducha Liturgii, wiele cierpliwej umiejętności włożył w to, by reforma Liturgii, nie była szukaniem nowości, ale życiem wewnętrznym Ludu Bożego.

Sam głęboko zjednoczony z Bogiem – Ksiądz Ali – we wszystkich swoich pracach pasterskich prowadził swoją Parafię do nadprzyrodzonej jedności w Chrystusie. Zasłużył sobie na nazwę nowoczesnego Duszpasterza, właśnie tym, że wprowadził Lud Boży w radosne Mysterium Kościoła Świętego.

Niech się raduje ze Świętymi w Niebie

+Stefan Kard. Wyszyński

 

To był mąż modlitwy – w ustawicznym kontakcie z Bogiem. Miał też i specjalne chwile na modlitwę tylko wyłącznie. Żył w pełni Ewangelią. Ośrodkiem, podstawą wszystkiego w Jego życiu była Msza św. – Ofiara Chrystusa. On nią żył. Chrystus Ukrzyżowany – to podmiot i przedmiot Jego życia. Jego miłości. Chciał, aby wszyscy rozumieli sens Ofiary Chrystusa i żyli Nią. Życie Ks.Proboszcza było ustawiczną ofiarą. Cierpiał ponad ludzkie siły – fizycznie i moralnie… Wszystko jednak przyjmował – spalał się w rękach Najlepszego Ojca. To był Bohater o heroicznych cnotach – tu przeciętność nie wystarczała.

Widział swoją nędzę, nieudolność – przepraszał za nią. Umiał wesprzeć materialnie, umiał pocieszyć, umocnić, pouczyć, zapalić…

W Jego usta można włożyć słowa św. Pawła: „A nie daj Boże, abym się chlubił, chyba krzyżem Pana naszego Jezusa Chrystusa i t.d. ” Tak, On tym mógł się chlubić.

W sprawach Bożych był i ostrzejszy, stanowczy. Kiedyś powiedziałam, że opuściłam Komunię św. z powodu języków ludzkich, to usłyszałam: „przepraszam, ale to byłaś bardzo głupia”… Albo też na słowa, że nie znajduję zrozumienia, usłyszałam: „nie potrzeba, aby Cię rozumieli”…

Tak, wystarczy Bóg… Sprawa Boga na pierwszym miejscu.. On ma też być codziennym pokarmem każdej duszy. Ks.Proboszcz tak pragnął zachęcić wszystkich do codziennej Komunii św. – by się spotykać z Jezusem Chrystusem – Ofiarą Miłości. Zawdzięczam Ks.Proboszczowi wiele przedtem i teraz. Umocnił mnie w wierze, zapalił do gorliwej służby Bożej. Zrozumiałam, że Bogu należy się całkowicie oddać, że On jedynie godzien jest całkowitego zaufania i miłości. Pokochałam bardziej życie ewangeliczne. Zbliżyłam się do Jezusa Chrystusa – właśnie tego z Nazaretu, którego tak bardzo widziała w Ks.Proboszczu. Dzięki Księdzu opanowuje mnie coraz bardziej pokój, inaczej zaczęłam patrzeć na świat, na ludzi, na bliższe otoczenie. Nie umiem wszystkiego wyliczyć, zresztą i czasu już brakuje.

s. Deodata Walkiewicz

 

 

 

Kochał wszystkich ludzi miłością bezinteresowną, nigdy nie liczył na wdzięczność i na wzajemność, zawsze służył dobrą radą i pomocą, był bardzo wyrozumiały i nigdy nie zmęczony na służenie innym. Zadziwiające było to, że Ks. Aleksander miał zawsze dla wszystkich i na wszystko czas. Współczesny człowiek jest zawsze w pośpiechu, biegnie gdzieś w „nieznane”, wszystko chce poznać i zdobyć, wszystko chce mieć do własnej dyspozycji, nie zastanawia się co robi i w jakim celu, ponieważ nie ma nigdy czasu. Ksiądz Aleksander należał do ludzi, którzy szli z nowym prądem ( bardzo interesował się lotami kosmicznymi, współczesnym malarstwem i literaturą kilka razy o tym z nim rozmawiałam) a jednocześnie miał wolny czas, żeby służyć ludziom cieszył się z nami i opłakiwał naszą biedę. Niósł uśmiech i radość; miłosierdzie i współczucie. Jako człowiek był wzorem nieobłudnej lub tylko „wyuczonej” szlachetności. Ta jego szlachetność i dobroć wypływała z serca przepełnionego naturalną, prawdziwą miłością.

Jako kapłan był pokornym sługą sług Bożych na ziemi. Kapłaństwo Ks, Proboszcza jak gdyby wypływało z Ofiary Mszy Św. Ile razy widziałam Ks. Proboszcza przy ołtarzu zawsze odnosiłam wrażenie, że to sam Chrystus, osobiście jeszcze raz składa Bogu Ojcu Ofiarę. Ks. Proboszcz zawsze podkreślał, że najważniejszą sprawą w życiu każdego człowieka to połączenie się z Bogiem w czasie Mszy św.; że na ziemi jedynym pewnym świadectwem miłości jest ofiara; że miłość podawana Bogu w naczyniu ofiary na pewno jest autentyczna i nie sfałszowana; że łączenie własnej ofiary z Ofiarą Mszy św. jest gwarancja, że kochamy Boga więcej niż siebie – a to jest najważniejsze, żeby przez wzajemną miłość zjednoczyć się z Bogiem. Naśladownictwo Chrystusa na ziemi było główną troska Ks. Proboszcza. Sam był wiernym sługą kapłaństwa Chrystusowego i wszystkim wszczepiał do serc miłość Boga i bliźniego. Pocieszał strapionych, rozgrzeszał grzeszników, pomagał biednym, pamiętał o chorych, o tych co w wojsku i w więzieniu, pomagał uczącej się młodzieży, otaczał opieka starców, odwiedzał samotnych, uczył dzieci, godził zwaśnionych, niósł oświatę zabłąkanym w sprawach wiary – wszystkich gromadził wokół ołtarza i wszystkim dawał Boga. Uczył, że Bóg jest Miłością. Uczył nie tylko słowem ale i czynem, całym swoim życiem i postępowaniem. W czasie mojej choroby otrzymałam od Ks. Proboszcza list, w którym Ksiądz Aleksander bardzo interesująco opisał ofiarę tego wszystkiego co choroba ze sobą niesie bolesnego, jaka wypływa z tego pociecha i jakie ma znaczenie w oczach Boga modlitwa połączona z cierpieniem. Uważam, że to co On robił dla ludzi, Jego czyny i postępowanie jako Proboszcza jako kapłana i człowieka – to właśnie Bóg pomiędzy wiernym ludem.

Elżbieta

 

 

A teraz taki obrazek: była bardzo ciężko chora staruszka p. Zglienicka do której chodziłam aby jej coś usłużyć. Pewnego dnia przychodzę rano do niej, a Ks. Proboszcz wracając z Sierakowa wstąpił do babci a widząc że nie ma nikogo zawinął rękawy rozpalił ogień w piecyku i przygotowywał jej posiłek. a ja na to przychodzę i zdziwiłam się bardzo i mówię do Księdza proboszcza: niechże Ksiądz proboszcz usiądzie a ja dokończę tej pracy.

Maria Maszowska

 

Jeden jest tylko fakt, że kto go chociaż raz w życiu widział pokochał go na zawsze.

Alicja Lassow

 

Wreszcie wrażenie że był on ogromnie pogrążony w Bogu z Nim żyjącym i działającym na niego, głęboko przekonany o tym, co mówił.

ks. Henryk Kleczyński

 

Uderzała w nim wielka pokora i prostota. Szacunek dla każdego najmniejszego i najmłodszego.
Kiedy słyszał coś złego mówił łagodnie „każdy jest tylko człowiekiem, ja się tym nie gorszę”

s.Domurat, Zakopane

 

Uderzała postawa zupełnie naturalna, wielka pogoda, bardzo dobry uśmiech. Zupełny brak nawet śladu jakiegoś wewnętrznego napięcia zmagania, surowości. Tak jak gdyby wszystko Mu było od Boga darowane od razu. To właśnie wyróżniało go od znanych mi kapłanów.

Wszystko tworzyło z ks. Aleksandra postać najbardziej atrakcyjnego apostoła. Dlatego, że jeśli człowiek tak bardzo obdarowany, tak dobrze ukształtowany, tak harmonijny i pogodny poszedł bez reszty za Chrystusem, to kim jest Chrystus?

Halina Grużewska

 

Pociąga drugich do siebie swym życzliwym słowem. Łagodność i dobroć malowały się na Jego uduchowionej twarzy. Jego szczera pobożność pociągała drugich do modlitwy. Ujmuje ludzi swoją cichością, serdecznym uśmiechem, uprzejmością, łagodnością i prostotą. Cechuje Go głęboka wiara i małomówność.

ks. Jan Rysiewicz, Lipinki

 

 

Dla wszystkich miał czas, nigdy się nie śpieszył. Mimo wielu zajęć i słabego zdrowia zawsze znalazł chwilę, żeby parę razy do roku nas odwiedzić, albo chociaż zadzwonić. Odwiedzał swoich parafian, gdy został proboszczem w Izabelinie. Często w Laskach słyszało się turkot jego motocykla. Mówiło się wtedy – 0- proboszcz jedzie. – I rzeczywiście- zjawiała się zwykle jego wysoka sylwetka w ciemnej sutannie- w kaplicy, albo w domku rekolekcyjnym, albo gdzieś w alejkach Laskowskich. Zawsze chciało się go zobaczyć, porozmawiać. Nigdy nie okazał zniecierpliwienia, nie odprawiał z niczym natrętów. Zresztą nie trzeba było wiele. Parę cichych słów, uważne spojrzenie ciemnych oczu, przenikające człowieka do dna i uśmiech serdeczny, rozświetlony od wewnątrz, ukazujący to głębokie szczęście wewnętrzne, które był jego udziałem.

Kuszel Helena

 

Ojca Aleksandra Fedorowicza cechowała głównie ogromna delikatność i subtelność w stosunku do innych ludzi – zawsze był pogodny i dla wszystkich miał prawdziwy krzepiący uśmiech, nawet jeśli karcił to bardzo, ale to bardzo łagodnie. Ludzi słabych i grzesznych kochał szczególnie.

Nauczyłam się właśnie tam w Izabelinie u boku Ojca Aleksandra – po długim czasie – że trzeba bardzo szanować wolę drugiego człowieka i nie żądać od niego „na siłę” tego, czego nie chce, lub przed czym się broni, choćby wydawało się to słuszne.

s. Klara Kowalewska

 

Był On głęboko, prawdziwie w każdej sytuacji i w każdym miejscu niezmiernie dobry. Dobroć to jego natura, dobrocią był cały przepojony i dobroć rozsiewał dokoła. Zawsze ilekroć Go spotykałem, ilekroć rozmawialiśmy ze sobą, uczyli się lub dyskutowali zawsze i niezmiennie starał się we wszystkim odnaleźć i podkreślić pierwiastki dobra, miłości i zbliżenia. Nigdy z ust Jego nie wyszło słowo złe, atakujące, destrukcyjne, gniewne lub napastliwe. Zawsze mówił z wielką serdecznością , zbliżeniem i oddaniem sprawom Bożym. Nawet w najtrudniejszych, najbardziej konfliktowych sytuacjach głos Jego był głosem zgody, zrozumienia, wybaczenia, poświęcenia i miłości.

W każdym Jego słowie, w każdym tchnieniu jego oddechu odczuwało się dobroć. I to chyba jest najważniejsze, wszyscy czuli tę dobroć prawie namacalnie fizycznie, ‚promieniowała ona od Niego na zewnątrz i wsączała się w serca, umysły, myśli i pragnienia innych. Emanował dobrocią, wielką Bożą dobrocią i chciał ja wpoić w ludzi i ich sprawy.

Mieczysław Nieduszycki, gimnazjum

 

Ogromny spokój ducha, jakieś stałe przebywanie w obecności Boga, gotowość do posługi, cierpliwość w słuchaniu, uśmiech na twarzy – uzewnętrznienie pogody wewnętrznej. A już chyba wtedy cierpiał. Mówili mi koledzy o jego niezwykłym apostolstwie. Zagadnięty nie chciał o tym mówić ze mną, lecz z jakąś ojcowską troską pytał mnie o moje losy, pracę i samopoczucie.

ks. biskup Władysław Rubin

 

 

Pamięci ks. Aleksandra Fedorowicza

Jest taka bezczynność, która daje wszystko.
Jest takie milczenie.

Kiedy
Krew Syna znaczyła rdzawe plamy
na ziemi Ogrójca –
nie wyciągnęła się po kielich
ręka Ojca.

Kiedy
bez poniewierki sądu, bez Krzyża
mogło się dokonać odkupienie –
między niebem a ziemią jak namiot
zawisło milczenie.

Kiedy
szedł na ukrzyżowanie
z ciężkim krzyżem na ramieniu –
nie chwytała za belkę, nie płakała,
raz się tylko po drodze spotkali:
spojrzeniem.

Kiedy
inni w niebo patrzyli
z nadzieją lub drwiną –

Kiedy
znaku czekali:
z krzyża zstąp jeśliś Bożym Synem.

Milcząca jak głaz do ostatka
bez słowa prośby, bez skargi
stała Matka

Zakopane, styczeń 1969
s. Rut

Dokumentalna prezentacja
ks. Macieja Czaplińskiego o ks. Aleksandrze Fedorowiczu

Film o księdzu Aleksandrze Fedorowiczu
nakręcony przez uczniów Gimnazjum w Izabelinie
pod opieką ks. dr. Jerzego Jastrzębskiego

Pieśń „Bóg dobry jest” do słów ks. dr. Jerzego Jastrzębskiego i muzyki Piotra Pałki wykonana przez uczestników Warsztatów liturgicznych w Izabelinie w 2015r.
Inspiracją słów pieśni były homilie i zapiski ks. Aleksandra Fedorowicza.